KONCERT MARKA DYJAKA
27 czerwca, 2015

slider-dyjak

Z wykształcenia hydraulik, laureat Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, zwycięzca Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej w Świnoujściu oraz zdobywca drugiej nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Wokalnym w Bydgoszczy.

Skomponował muzykę do przedstawienia Zbrodnia i kara, w reżyserii Edwarda Żentary. Poza tym napisał muzykę do Mistrza i Małgorzaty, w reżyserii Andrzeja Marczewskiego.

Ma za sobą także debiut aktorski w filmie Adka Drabińskiego Kalipso czy rolę ślepca w Fauście, w reżyserii Freda Apke.

Jest liderem zespołu grającego pod jego nazwiskiem, w którego skład wchodzą: Jerzy Małek (trębacz), Zdzisław Kalinowski (pianista), Łukasz Borowiecki (kontrabasista), Arkadiusz Skolik (perkusista). Poza koncertowaniem z bandem występuje także solo lub tylko z trębaczem.

Plakat_R2Takie informacje o Marku Dyjaku można uzyskać sięgając do najłatwiej dostępnego źródła – WIKIPEDIA. Notka ta jednak, mimo merytorycznej wartości I bogactwa faktów, wydaje się wręcz zbrodniczo płytka, krótka i nie oddająca choćby cienia żywej prawdy o artyście. Muzyk, kompozytor, piosenkarz, poeta – Marek Dyjak stał się bohaterem, idolem i wręcz wzorem do naśladowania dla tysięcy fanów w niezwykle szerokim przedziale wiekowym.

„Marek Dyjak to historia o człowieku, który dzięki wewnętrznej sile i talentowi z rynsztoka trafił do serc milionów Polaków” – Jerzy Zawisak

Historią życia Marka Dyjaka możnaby obdzielić wiele osób prowadzących bardzo aktywne i pełne przygód życie. Począwszy od alkoholu, który w pewnym okresie jego życia przejął nad nim całkowitą kontrolę, przez nieudane związki, na nieomal udanej próbie samobójczej kończąc. Zgodnie jednak z przedziwną zasadą, że to, co nas nie zabije, może nas tylko wzmocnić, Dyjak wydaje się z tych wszystkich opresji wychodzić w jednym kawałku, co więcej: wychodzi silniejszy, dojrzalszy, mądrzejszy i bardziej wrażliwy. Perspektywa, z jakiej Marek Dyjak patrzy na świat i sposób, w jaki ten świat maluje swoim glosem, pobudza do refleksji i przemyśleń. Nie mam żadnych wątpliwości, że w świecie jadowitej komercji i wymakijażowanych papierowych I cukierkowych “gwiazd” jednego sezonu, Dyjak zasługuje na miano bohatera. Jego głos wyraża absolutnie skrajne stany I emocje; od krzyku depresji, rozpaczy i determinacji aż do ciepła, intymności, delikatnej milości. Marek Dyjak nie dał nad sobą zawładnąć standardom, konwencjom czy modzie. Wciąż wierny sobie, śpiewem wyraża najbardziej skrajne stany człowieczego ducha, do kości autentycznego. Próżno szukać w nim sztuczności, pozerstwa czy prób przypodobania się. Podrapana dusza Dyjaka nie zniosłaby takiej zdrady. Wszystkie utwory wykonywane przez Dyjaka są projekcją jego własnego życia. Nawet, kiedy to nie on jest autorem, utwory wykonywane są tak osobiście, wręcz intymnie, iż nie sposób podważać ich prawdziwości I autentyczności, która trafia dokładnie tam, gdzie powinna- w serce.

Marek Dyjak: podrapany przez świat i “Polizany przez Boga”. Zmartwychwstał dla nas po to, aby udowodnić, że ogień i woda, anioł i diabeł, mogą współistnieć w doskonałej symbiozie w jednym człowieku dając mu siłę do tworzenia i przetrwania oraz dostarczając nam jednocześnie tylu pięknych doznań i wzruszeń. Podekscytowany, z niecierpliwością czekam na kolejne płyty Marka Dyjaka.

Obserwując i rozmawiając z rodakami w UK dochodzę do wniosku, że dzielą się oni na dwie grupy; to są ludzie, którzy Dyjaka albo już kochaja, albo jeszcze go nie znają. I dla obu tych grup mamy fantastyczną wiadomość: Marek Dyjak zgodził się przyjechać na koncerty do Wielkiej Brytanii, co jest dla HEART BEAT EVENTS ogromnym zaszczytem, tym bardziej, że będą to pierwsze koncerty artysty poza granicami Polski. Jego koncerty są grane w kilku wariantach, między innymi trio i solo z trąbką. Uznaliśmy, że szacunek dla publiczności i klasa artysty wykluczają jakiekolwiek półśrodki, dlatego postanowiliśmy zaprosić Pana Marka z pełnym pięcioosobowym składem. Chcemy przekazać publiczności wspaniałą muzykę w jej pełnej krasie i pięknym brzmieniu.

HEART BEAT EVENTS zaprasza Państwa na kolejny koncert, Marek Dyjak zaśpiewa dla Państwa w Sali Teatralnej POSKu w sobotę 27 czerwca o godzinie 19:00 I w niedzielę, 28 czerwca o godzinie 17:00. Bilety do nabycia telefonicznie pod numerami 07951500984 oraz 07947757480 oraz online – link na profilu FACEBOOK “MAREK DYJAK W LONDYNIE”

 

DYJAK I JA

Jestescie wspaniala publicznoscia, postanowilem podzielic sie z Wami slowami, spisanymi na goraco po koncercie i wyjezdzie Marka Dyjaka z zespolem. Mam nadzieje, ze troche przyblizy Wam to prace jaka wkladamy w to, zeby koncert byl udany a publicznosc i artysci zadowoleni.

Po raz kolejny udało mi się wyjść zwycięsko z korkowej bitwy z M25 I wjechałem na M11. Kierunek – Stansted. Nie wiedzieć czemu, pomimo “Atramentowej Rumby” z głośników, w głowie wciąż słyszę inną melodię; legendarny i klasyczny już motyw;

„(…) Gdzieś nisko błyska
Płyta lotniska
Siadł charterowy jumbo jet (…)”
“Śniadanie na tapczanie” też nie pomogło… Kolejny „jumbo” siada na pasie mojego własnego, choć wymyślonego, lotniska. Szybki rzut oka na telefon – ON SCHEDULE, 15 minut do lądowania. Mam pełną świadomość tego, że właśnie rozpoczyna się dla mnie bardzo pracowity tydzień. Uwielbiam to uczucie, kiedy chemia buzuje w organizmie, bo mózg zleca ciału produkcję substancji, o których istnieniu zwykły człek nie ma nawet pojęcia. Istnieją one jednak i wprowadzają nas w stan niemożliwy do opisania. Przyśpieszony oddech, uczucie głodu wyparte zostaje przez zapotrzebowanie na nieograniczoną ilość kawy i powoli zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że dla mnie właśnie zaczyna się koncert. To nic nie szkodzi, że pierwsze dźwięki zabrzmią ze sceny za wiele, wiele godzin. Mimo to, jestem już przełączony na “concert mode”.
Najbardziej nużące jest wyczekiwanie na pierwszy telefon. Najczęściej rozmowa wygląda tak:
“No dzień dobry, wylądowaliśmy, stoimy w kolejce do kontroli paszportowej, co mamy dalej robić?”. Po tej rozmowie organizm energetycznie przyśpiesza jeszcze bardziej, choć przed momentem wydawało się, że oto osiągnął już kres możliwości. Jest jeszcze czas wejść do Starbucks’a – jakoś przecież trzeba funkcjonować… Szybki podjazd na lotniskowy parking, przywitanie, pierwsze próby przełamania lodów, standardowa rozmowa: jak minął lot, super że nie było turbulencji, czy były korki na trasie dojazdu do lotniska itd. Jeszcze się nie znamy. Z twarzy jeszcze nie da się odczytać wszystkiego. Poznajemy się… Marek okazuje się człowiekiem nieco wyższym niż się spodziewałem. Pierwsze papierosy po wyjściu z samolotu. Przechodzimy wszyscy na TY, trudno pracować sprawnie, kiedy musimy pamiętać o „PANowaniu”, poza tym na dźwięk słów Panie Andrzeju, moje włosy nie dość, że siwe – zaczynają spadać mi z głowy. A ja postanowiłem, że nigdy w życiu nie będę siwy i łysy jednocześnie. Brakuje nam basisty, który zmęczony powrotem z Nowego Jorku zapomniał wziąć na lotnisko dowód osobisty i dojedzie do nas później. Jest to pierwsza okazja do żartobliwych komentarzy i rozluźnienia atmosfery. Od samego początku rozmowy zdałem sobie sprawę z kim mam do czynienia: grupa świetnych ludzi z ogromnym poczuciem humoru, światowej sławy muzycy jazzowi stąpający mocno po ziemi jak zwyczajni ludzie. Charyzmatyczny artysta widzący świat szerzej i głębiej niż przeciętny człowiek, ale jednak jeden z nas. Od samego początku nie ma mowy
o jakimkolwiek podziale na ONI i JA. Nie ma nawet namiastki atmosfery gwiazdorstwa. Ułatwia nam to bardzo rozmowę w drodze z lotniska, możemy na wesoło zaplanować czas. Zanim pojedziemy
do hotelu, musimy zadbać o sprawy przyziemne, a cóż innego zaspokoi głód lepiej niż prawdziwe angielskie śniadanie? Wybrałem małą lokalną kawiarenkę w niewielkim miasteczku, co dało
nam pewność, że wszystko będzie świeże i będzie miało smak tradycyjnego angielskiego śniadania, czego nawiasem mówiąc nie można powiedzieć o posiłkach serwowanych w hotelu. Miałem rację – jedzenie było tak pyszne, że wracamy w to samo miejsce na śniadania jeszcze kilkakrotnie, poznajemy też smak FISH & CHIPS, angielskich lokalnych piw, a ja mógłbym napisać rozszerzony przewodnik po Starbucksach, Costach i kilkuset innych miejscach, gdzie można kupić kawę.
Moi goście, to ludzie pełni energii i żądni zwiedzania i poznawania miasta. Mieliśmy okazję spędzić wspólnie czas na spacerach w centrum miasta, widzieliśmy większość charakterystycznych dla Londynu miejsc. Znaleźliśmy też czas na wędrówkę po SOHO, śladami klubów jazzowych, podziwialiśmy Big Bena i budynki Parlamentu. Monumentalne London Eye zrobiło wielkie wrażenie na części nie mającej lęku wysokości i klaustrofobii. Trafalgar Square i Piccadilly Circus wyglądały fantastycznie nocą; światła tego ogromnego miasta zachwycają wszystkich. Znajdujemy tez czas na odwiedzenie kilku muzeów i – co jest oczywiste – sklepów muzycznych z płytami i instrumentami. Każdy dzień kończymy długimi rozmowami do późnej nocy. Rozmowami pełnymi żartów i dowcipów. Każdego wieczora, pomimo stresu i zmęczenia nie mam ochoty ich opuszczać…
Dzień koncertu jak zawsze jest nerwowy, wypełniony obowiązkami i zajęciami. Pojawiają się sytuacje wymagające interwencji organizatora lub zespołu, konieczne jest podłączenie sprzętu i zrobienie próby. Jednocześnie nie przestaje dzwonić telefon, trzeba zjeść obiad. Jest jeszcze wejście na żywo
w Radio PRL i wywiad dla Radio Islander. Jednym słowem – stres i nerwy osiągają poziom absolutnie najwyższy. Mamy widzów z Dublina, którzy nie zdążyli na samolot, zdołali przebukować bilety
na następny lot i dotrą do POSKu dopiero o 19:30. Na szczęście okazuję się, że więcej osób się spóźnia: była awaria pociągu metra i miasto jest zakorkowane. Z tego powodu podejmujemy decyzję o opóźnieniu koncertu najpierw o 15 minut, później o 30. Wreszcie jest: pełna sala, goście z Dublina dołączyli do nas. Wszyscy zadowoleni, a w garderobie napięcie – za kilka sekund wchodzimy
na scenę.
Od pierwszego dźwięku, podobnie jak publiczność, jestem oszołomiony. Glos Marka w połączeniu
z żywymi instrumentami brzmi niesamowicie. Energia i moc płynąca ze sceny zadziwiają mnie swoją potęgą. W pewnym momencie, słyszę dedykację ze sceny: NASTĘPNA BALLADA JEST DEDYKOWANA DOPIERO POZNANEMU A JUŻ PRZYJACIELOWI, ANDRZEJOWI KTÓRY ZORGANIZOWAŁ NASZ KONCERT. Powiedzenie, że chłopaki nie płaczą to bzdura… Trzeba było mnie wtedy widzieć…
Jeden z utworów – KAMIEN – został wykonany w duecie instrumentalnym na trąbkę i akordeon. Muzycy zabrali nas w bardzo daleką podróż. Zmieniająca nastrój trąbka i pięknie krążący dookoła niej akordeon. Euforia przechodząca w rozpacz, krzyk i znów zaduma, refleksja. Jerzy Małek i Marek Tarnowski narysowali nam instrumentami piękną historię, szkoda tylko, że musiała się ona po kilku minutach skończyć. Ale wtedy znów pojawił się na scenie Marek Dyjak i koncert potoczył się dalej.
Występ Marka z zespołem zrobił na widzach oszałamiające wrażenie. Owacje na stojąco
i niekończące się brawa. Potem zdjęcia i autografy, radosne twarze ludzi i uśmiechnięci artyści. Czyż może być większa nagroda dla organizatora koncertu? Marek Dyjak, pomimo zmęczenia cierpliwie podpisywał swoje płyty i książki, dosłownie nikt nie odszedł z kwitkiem. Wiele osób kupiło POLIZANEGO PRZEZ BOGA, wywiad rzekę z Markiem. Książkę, w której obnażył swoją duszę
i z masochistyczną szczerością opowiedział o własnym życiu. Swoją najnowszą płytę STALGIA, podpisywał również, towarzyszący Markowi Dyjakowi – Jerzy Małek, jeden z czołowych europejskich trębaczy jazzowych. Od kilku dni zajmuje ona miejsce w moim odtwarzaczu i z każdym odtworzeniem podoba mi się coraz bardziej. Polecam z pełną odpowiedzialnością.
Muzyka i twórczość Marka wdarły się do mojego życia niespodziewanie, bez zaproszenia,
jak szarańcza. Zaakceptowałem je z radością i pokochałem. Pokochałem miłością bezkrytyczną,
jako że mówią one o mnie, w każdym tekście, w każdej nucie i tonie głosu Marka jest coś o mnie
i dla mnie.
Marek wdarł się do mojego życia na moje własne życzenie. Czekałem na Jego zgodę i akceptację,
i tak się stało. Okazało się bowiem, że nadajemy na bardzo podobnych falach, wiele epizodów
z naszego życia pokrywa się, mieliśmy podobne problemy i radości. Marek jest człowiekiem niezwykle ciepłym i życzliwym. Jest typem kumpla, z którym dobrze można się czuć bez słów – wystarczy, że jest obok. Zapytałem raz:
- Marek, czemu Ty mówisz do mnie Angelo?
- Bo Ty jesteś moim aniołem – odpowiedział.
A tak naprawdę, to ja cały czas czułem, że to właśnie On już od lat jest moim aniołem w swojej muzyce. I wiem, że tak juz zostanie. Wiem, że będziemy w kontakcie kiedy będzie nam dobrze lub źle. Wiem, że możemy do siebie napisać prawdziwy list i zadzwonić o każdej porze dnia czy nocy.

Poza oczywistą satysfakcją z niewiarygodnie wspaniałego i energetycznego koncertu, pozostało mi coś o wiele ważniejszego: przyjaźń Marka i Jego ekipy. Grupy wspaniałych ludzi, którzy będąc wirtuozami, światowej klasy muzykami, pozostali normalnymi, ciepłymi i wrażliwymi ludźmi. Nie ma w nich gwiazdorstwa, fałszu i komercyjnego brokaciku. Bardzo wiele nauczyłem się od nich i mam nadzieję, że też coś im dałem. Coś, co spowoduje, że pierwszy przyjazd do Londynu będą wspominać z radością i z uśmiechem, i że zechcą znowu do nas przyjechać za jakiś czas.

Podziekowania za pomoc i wsparcie w czasie przygotowan do koncertu, naleza sie patronom, sponsorom i wielu osobom, wszystkich nie bylbym tutaj w stanie wymienic. Jednak kilka imion musze przytoczyc i przekazac tym dobrym ludziom slowa podziekowania, wdziecznosci i zapewnienie, ze ja o ich pomocy nie zapomne. Kolejnosc jest przypadkowa, wszyscy jestescie kochani i dla mnie tak samo wazni…. To dzieki Wam koncert Marka byl sukcesem.

Tomek Grotkowski (PRL) – swoim radiowym glosem czarowal Dyjaka i sluchaczy. Okazal sie prawdziwym przyjacielem

Artur Grzanka (Photography) – dawal mi pomoc i sile, znalazl sie w momencie, kiedy sil mi juz zabraklo

Marek Jamroz (Polski Wzrok) – kochajacy muzyke, „niedawno poznany a juz przyjaciel…”

Piotrek Dobroniak (PRL/Cooltura) – w rytmie hip hopa wspieral promocje i dawal kopa do pracy. Dzieki ziom !

Ania Daniewska (Mieszkamy w Londynie) – Dobra duszyczka, oaza ciepla i spokoju

Bartek i Marcin (POSK) – Ludzie od ktorych tak wiele zalezalo, zrobili o wiele wiecej niz musieli

DZIEKUJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Andrzej (dziekuje Marcin Hawrylo)

« powrót